Iza + Piotr | Sesja poślubna w Bieszczadach

O tym, że kochamy góry i sesje pośród przyrody to wie każdy, kto nas zna i obserwuje nasz profil. Dlatego nie dziwcie się, że skaczemy z radości, gdy możemy połączyć obie pasje w jednym czasie i wykonać plener pośród gór. Kiedy jednak spotykamy wśród naszych par miłośników pieszych wycieczek, którzy na dodatek sami wychodzą z inicjatywą i szukają miejsca na plener pośród szczytów – to jesteśmy w euforii 😀 Cudownie jest spotkać bratnie dusze 😀

Plener poślubny w Bieszczadach

Iza i Piotr przemierzają szlaki górskie w czasie wolnym, dlatego dla nich plener w Bieszczadach był wyborem oczywistym. Dodatkowo pan młody pochodzi z Bieszczad i zna te góry bardzo, bardzo dobrze. A jeśli dodamy do tego fakt, że jest leśnikiem to już zrozumiałe jest, że wędrówka na szczyty z tą parą była nie tylko przyjemna, ale i edukacyjna 😀

Zanim wybraliśmy się na plener w Bieszczady dość długo szukaliśmy trasy, która będzie łatwa do pokonania w listopadzie, krótka na tyle, by zdążyć po zachodzie zejść zanim mrok zastanie nas na szlaku i z jeszcze jednym, ważnym kryterium. Para Młoda musiała mieć się gdzie przebrać, bo w listopadzie nikomu nie uśmiechało się zdobywać szczytów w strojach ślubnych. Wybór miejsca był zatem dla nas oczywisty – Połonina Wetlińska ze schroniskiem Chatka Puchatka. Wybraliśmy bardzo ekspresowy szlak, dość stromy, ale za to w niecałą godzinę byliśmy już na miejscu.

Sesja zdjęciowa na Połoninie Wetlińskiej

Sama pogoda nas nie zaskoczyła – było zimno, wietrznie i mgliście. I wszyscy przemarzliśmy. Oczywiście najbardziej młodzi, a w szczególności Iza. Byliśmy jednak pod ogromnym wrażeniem, bo nasza para była bardzo zdeterminowana i nie straszne im były te zimnice – pozowali dzielnie i z pełnym oddaniem. Dlatego mogliśmy korzystać z pięknie rozwiewającego lekką suknie wiatru, cieszyć się do woli targanymi przez niego włosami i podziwiać chmury, które co chwile to przywiewał, to rozwiewał. Jedynie zachód słońca był bardzo mało spektakularny, co jednak nie przeszkodziło nam w zrobieniu zdjęć z ładną kontrą.

Ogólnie niesamowicie miło wspominamy ten czas. Plener zaczął się od poznania nietypowego gościa pobliskiego parkingu. Lis, bo o nim mowa, zawitał do nas chwilę po ty, jak zaparkowaliśmy. W oczekiwaniu na Izę i Piotra postanowił dostojnie nam pozować, za co dostał od nas trochę jabłek. Potem już sama wędrówka listopadowymi szlakami Bieszczad z niesamowitymi widokami i parą, z którą okazało się mamy wiele wspólnego. A na koniec plener, który ma w sobie dla nas pewną listopadową magię. Mamy nadzieję, że też ją dostrzeżecie na zdjęciach. Zapraszamy i oczywiście z przyjemnością poznamy Wasze zdanie na jego temat.